sobota, 3 maja 2014

Leżę w ciemności. Czuję zaschnięte łzy na policzkach i wilgoć poduszki. Jak długo spałam? Wydaję mi się, że chwilkę. Zanim zasnęłam poczułam się przytłoczona stąd łzy. Co mnie do cholery wyrwało z upragnionych objęć Morfeusza? Moja siostra ze swoim pijanym chłopakiem przechodzący przez mój pokój do jej. Nie przejmują się, rzecz jasna, tym, że ja próbuję spać. Po szamotaninie kładą się do łóżka. Nareszcie zasnę! 
Hmm... Nadzieja matką głupich. Teraz o czymś rozmawiają. Ile to jeszcze potrwa? Skończyli rozmawiać. Szybko zamykam oczy czekając na błogi sen ale... ale Agaty łóżko skrzypi i to cholernie. W dodatku to łóżko dla jednej osoby. 
Wytrzymuję jeszcze jakieś pięć minut. W końcu... nie wytrzymuję. Wstaję i wychodzę z mojego pokoju zamykając za sobą z trzaskiem drzwi. Wyjmuję z kanapy kołdrę i kładę się na chłodnym narożniku, przykrywając chłodną satyną. W pokoju jest cholernie zimno a ja jestem cholernie sama. Cóż za cudownie depresyjny początek nowej doby!
Muzyka łagodzi obyczaje...
Średniowieczni ludzie na prawdę mieli rację. Strach i ból trzeba uosobić. Opisać żeby go, choć trochę, zrozumieć...
Czy to ja nie rozumiem świata? Czy to świat nie rozumie mnie? A może to ja jako jedna z nielicznych ludzi rozumiem świat i jego bezsensowność?
Leżę właśnie w łóżku słuchając Bacha. Muzyka klasyczna naprawdę uspokaja. Umiejętność grania na instrumencie bądź malowanie jest przenośnią kontroli. Ale oczywiście nie u mnie. Ja nie mam nic pod kontrolą. Nienawidzę tego. A może wyżalanie się na blogu da mi jakiś substytut kontroli? Hmm... Nie. Bo postanowiłam pisać tu prawdę, prawdziwe myśli, wspomnienia. A nie pisać powieść romantyczną, która zapewne byłaby ciekawsza. Nie mogę uciekać on prawdziwego świata. Ciągle to robię niestety. Gdy czytam książkę, oglądam serial lub nawet jak marzę. Rezygnuję z rzeczywistości dla tych rzeczy. Wszystko jest ciekawsze od szarej nicości życia.
Nie chcę zabrzmieć jakbym miała depresję i myśli samobójcze. O nie! Ja kocham żyć. Kocham piękno poranków, wieczorów, nocy, jesieni, zimy, lata i wiosny. Więc czego tak na prawdę nie lubię? Chyba ludzkich wad. Nie lubię ludzi niemiłych, gburowatych, zakompleksionych ani przemądrzałych. Innymi słowy nienawidzę tego czego sama jestem uosobieniem.

piątek, 2 maja 2014

Po co ja to piszę? Chyba dla tego, że mam już dosyć. Czego? Niewiedzy, samotności, bólu który sprawiam sobie sama. Czasem chcę po prostu krzyczeć z bezsilności. Czyż bezsilność nie jest najgorszym uczuciem na całym świecie? Nienawidzę tego! Nienawidzę też tego jak bardzo sama jestem, jak bardzo się staram ale to i tak nic nie daje bo jestem za słaba żeby dotrzeć do efektów. To chyba boli najbardziej. Zawód ze strony samej siebie. To jest takie bolesne! 
Szczerze mówiąc nie dziwię się dlaczego jestem samotna. Skoro sama siebie wkurzam to jak ktoś by ze mną wytrzymywał? Pocieszająca jest tylko myśl, że nikt nie gardzi mną bardziej niż ja sama. Jestem tego świadoma ale i tak jestem cholernie wkurwiająca. Tak jakbym po prostu nie mogła się nie odzywać, nie dodawać tych przemądrzałych uwag i zacząć myśleć. Czyż jakbym zaczęła być cicho nie przyniosłoby to ukojenia wielu osobom? Oczywiście, że tak! Ale oczywiście silną wolę mam tak silną, że praktycznie jej nie ma. Świetnie. Po prostu cudownie. 
Jest tyle rzeczy których w sobie nie cierpię. W sumie to wszystko. Poczynając od ciała a kończąc na zachowaniu. Ale oczywiście człowiek jest istotą słabą, bezsilną, zachowawczą i nie daję rady nic z tym zrobić. A może to tylko ja taka jestem?